- Edziu! Znajdź koniecznie Heńka! – krzyczał pracownik serwisu, przyciskając do ucha komórkę . – On tu był ostatnio i robił jakieś zmiany. Powiedz, żeby zaraz do mnie zadzwonił.
Rozmowie, z lekkim niesmakiem, przysłuchiwał się kierownik gastronomii oraz jeden z kelnerów. Serwisant rozłączył się i rzekł z przymilnym uśmiechem:
- Dobra, to teraz, jeśli można, prosiłbym o kawkę, bo muszę poczekać na telefon od kolegi.
- Zamów dla pana przedłużańca – zwrócił się szef do kelnera. – A my sobie chwilkę porozmawiamy.
- Z przyjemnością.
- No nie wiem, czy będzie to dla pana miła rozmowa – zastrzegł kierownik. – Nie dość, że uruchomiliście państwo system pół roku po terminie, to praktycznie od samego początku nic nie działa prawidłowo. W dodatku na interwencję za każdym razem przyjeżdża inna osoba, mało zorientowana w konfiguracji naszego programu. Tymczasem niemal za każdy kwadrans pobytu serwisanta każecie sobie słono płacić.
Kierownik gastronomii był coraz bardziej zdenerwowany.
- Wygląda na to, że płacimy za waszą niekompetencję!
Technik wzruszył ramionami:
- Wie pan, ja tu jestem tylko podwykonawcą, człowiekiem od czarnej roboty. Każą, to przyjeżdżam. Jak pan ma jakieś zastrzeżenia, to proszę dzwonić do centrali, do prezesa Falczaka i na nim się wyżywać, a nie na mnie – odciął się, udając obrażonego.
- Żeby pan wiedział, że zadzwonię. I to zaraz – odrzekł kierownik z pogróżką w głosie i poszedł do swego biura.
Usiadł w fotelu i starał się uspokoić rozedrgane nerwy. Po kilku minutach sięgnął po telefon, ale gdy wybierał numer, ręka mu wciąż jeszcze lekko drżała.
- Dzień dobry, chciałbym mówić z prezesem Falczakiem – powiedział szybko, nie przedstawiając się.
- A, to pan – sekretarka poznała go od razu, bo ostatnio dzwonił prawie codziennie. – Niestety, pan prezes nie może w tej chwili rozmawiać.
- Łaskawa pani! – podniósł głos. – Jeżeli natychmiast nie połączy mnie pani ze swoim szefem, to pofatyguję się do niego osobiście, ale ostrzegam, że wówczas nie będę ręczył za siebie!
- No dobrze, proszę chwilę poczekać.
W słuchawce zapadła cisza. Po chwili rozległ się głos:
- Łączę pana.
Sądząc z tonu, prezes Falczak był w znakomitym humorze:
- Witam, panie Janku, co dobrego? – zapytał protekcjonalnie.
- Dobrego? Wolne żarty! – huknął kierownik. – Po uruchomieniu waszego systemu czas obsługi gości wzrósł o ponad połowę! Załoga nie radzi sobie z oprogramowaniem, co chwilę wyskakują jakieś błędy!
- No cóż, niech pan nie zwala całej winy na nas – powiedział Falczak nie przechodząc do obrony, lecz przyjmując postawę zaczepną. - Najwyraźniej ma pan mało kompetentnych pracowników. Może trzeba będzie dokupić jakieś dodatkowe szkolenie?
- Szkolenie?! – jęknął kierownik. - A ile za nie będziemy musieli zapłacić?! Przecież zapewniał pan, że trzydniowe szkolenie w zupełności wystarczy!
Prezes najwyraźniej nie przejął się zaistniałym problemem.
- Trzy dni szkolenia to najtańsza opcja, w większości przypadków wystarczająca. Zresztą to wam zależało na jak najniższych kosztach wdrożenia - przypomniał.
- To prawda – przyznał kierownik. – Ale po obejrzeniu prezentacji nie przypuszczaliśmy, że obsługa tego oprogramowania będzie tak skomplikowana. To nie jedyny mankament. Raporty nie zgadzają się ze stanem faktycznym. Właśnie siedzi u mnie wasz człowiek i ma to poprawić, ale na razie nic nie robi, bo musi się skonsultować z kolegą, który chwilowo jest poza zasięgiem. Popija sobie kawkę, a ja będę płacił za jego bezczynność!
- Na to to ja już nic panu nie poradzę – głos prezesa Falczaka stał się oschły i nieprzyjemny. - W końcu czytaliście umowę przed podpisaniem.
- A owszem, czytaliśmy. Niestety, nie ja podejmowałem ostateczną decyzję. Od początku sprzeciwiałem się wielu ustaleniom, zwłaszcza płaceniu wam pieniędzy z góry. To dlatego wdrożenie rozpoczęło się z ogromnym opóźnieniem! Poza tym nie uwzględniliście wielu naszych uwag i zastrzeżeń, a teraz za każdą zmianę musimy płacić ciężkie pieniądze. Wie pan co, panie prezesie? Ta sprawa nadaje się do sądu. Zasugeruję to rozwiązanie członkom zarządu. Oni też mają dosyć pana i pańskiej firmy. Po odzyskaniu pieniędzy zainwestujemy je na normalnych warunkach, w końcu pańska firma nie jest jedyna na rynku.
- Życzę powodzenia w sądzie. A także dużo cierpliwości, zważywszy na tempo pracy wymiaru sprawiedliwości. Zapewniam też, że wasze szanse są żadne. Nikt nie zmuszał was do podpisywania umowy. A teraz pozwoli pan, że zakończę tę rozmowę, bo staje się ona bezprzedmiotowa. Żegnam pana – oznajmił Falczak i rozłączył się.
Kierownik gastronomii wsłuchiwał się jeszcze chwilę w głuchą ciszę w telefonie. Przez szybę w drzwiach widział raczącego się kawą serwisanta. Powinien być oburzony sytuacją, a zwłaszcza przebiegiem i zakończeniem rozmowy, ale całe jego zdenerwowanie nagle minęło. W tej chwili czuł jedynie obezwładniającą bezradność.
Zdarzenie opisane powyżej to fikcja, jednak podobne historie miały i mają miejsce w rzeczywistości. Niestety, istnieją firmy stosujące praktyki niespełniające warunków uczciwej konkurencji na rynku.
Inwestorom zależy na jak najniższych kosztach. Dążenie to jest najzupełniej zrozumiałe, jednak dla niektórych wykonawców staje się okazją do dyktowania wyjątkowo niekorzystnych warunków kontraktu. Obniżanie kosztu inwestycji za wszelką cenę, godzenie się na nierealne terminy realizacji czy skracanie szkolenia poniżej sensownego minimum zawsze stwarza zagrożenie, że część wdrożenia będzie się odbywać już po uruchomieniu systemu, pod szyldem interwencji serwisowych, za które klient będzie musiał zapłacić. Jedną z najbardziej niebezpiecznych opcji, która powinna zapalać ostrzegawcze światło w głowie każdego inwestora, jest żądanie zapłaty z góry. Omamiony niską ceną klient, godząc się na ten warunek, daje wykonawcy praktycznie wolną rękę. Termin realizacji projektu nigdy nie zostanie dotrzymany, jakość usługi nie będzie miała żadnego znaczenia – wszak pieniądze już leżą na koncie firmy, a klient może sobie jedynie rwać włosy z głowy. Zmiana wykonawcy nie będzie możliwa, bo w kontrakcie zapewne nie przewidziano możliwości całkowitej rezygnacji ze względu na nieterminowość i niesolidność. Dochodzi do paradoksalnej sytuacji, w której solidne firmy są blokowane dwukrotnie: po raz pierwszy na etapie oferty, przez proponowanie zaniżonej ceny, a po raz drugi wówczas, gdy klient chce wycofać się z niekorzystnego kontraktu i zmienić wykonawcę – wszak ma zablokowane pieniądze, których odzyskanie wymaga wystąpienia na krętą i długotrwałą drogę sądową.
Powyższe konstatacje nie są gołosłowne. Firma GiP niejednokrotnie wkraczała w podobnych sytuacjach, ratując klientów, którzy musieli uruchomić obiekt w zaplanowanym terminie, a pierwszy dostawca systemów informatycznych nie wywiązywał się z umowy po uprzednim zainkasowaniu należności z góry. GiP zawiera rzetelne kontrakty, poprzedzone dogłębną analizą potrzeb i możliwości, wyznacza terminy których dotrzymuje, a pieniądze bierze za wykonaną pracę, a nie za miraże, które pięknie wyglądają w ofercie i na pokazie, ale w rzeczywistości są nie do zrealizowania. Nie obawiamy się, że klient zakwestionuje naszą pracę, dlatego nigdy nie stawiamy warunku płatności za to, co dopiero ma zostać wykonane.
| Następna > |
|---|






Zintegrowany, elastyczny system zarządzania działalnością przedsiębiorstwa Microsoft Dynamics™ NAV to otwiarcie na nowe możliwości.
Unikalną cechą systemu RH-POS jest to, że oprócz hotelu może obsługiwać także gastronomię oraz wszystkie inne punkty sprzedaży w obiekcie.
Z programem RH-SPA planowanie i kontrola czasu pracy personelu oraz wykorzystania zasobów w salonach SPA to czysta przyjemność.
W systemie GaH zawarta jest wiedza i wieloletnie doświadczenie najwybitniejszych specjalistów od gastronomii z kraju i zagranicy.
W warunkach coraz silniejszej konkurencji na rynku specjalistycznych systemów dla branży hotelowo-gastronomicznej, mocną stroną firmy „GiP” są usługi.
Wielu uzytkowników naszych systemów nie wyobraża sobie przygotowania i rozliczenia imprez takich jak bankiety, bale, konferencje bez KaliGa.
Dzięki algorytmowi zastosowanemu w programie OdNowa można łatwo planować zabiegi sanatoryjne dla dużych grup kuracjuszy.
Firmia "GiP" stosuje atrakcyjne formy sprzedaży: leasing, raty, a także wprowadzoną niedawno dzierżawę oprogramowania i sprzętu.
Trudno jest w pełni zadowolić klienta, jeśli wraz z gościnnością nie idzie w parze nowoczesne rozwiązanie IT.